Badanie · ADHD

Właściciel z ADHD: geniusz w rozpalaniu, więzień w operacji

Na jednym ze spotkań właściciel opowiedział mi w czterdzieści minut o czterech pomysłach na rozwój firmy. Każdy był naprawdę dobry. Każdy był na innym etapie: pierwszy wdrożony w połowie, drugi zatrzymany, trzeci zaczęty w zeszłym miesiącu, czwarty wymyślony poprzedniego wieczoru.

Zapytałem, który z nich jest w tej chwili najważniejszy.

Odpowiedział: „wszystkie".

Ten człowiek nie miał problemu z brakiem energii ani pomysłów. Miał ich za dużo — i żadnego systemu, który zamieniałby je w skończone rzeczy.

Dlaczego akurat to badam

Piszę doktorat o tym, jak właściciele firm stają się wąskim gardłem własnego biznesu. W trakcie zbierania materiału zauważyłem wzorzec, który powtarzał się na tyle często, że przestałem uznawać go za przypadek: cechy, które pozwoliły komuś zbudować firmę, na kolejnym etapie zaczynają ją hamować.

U części przedsiębiorców ten wzorzec jest szczególnie wyraźny — u tych z ADHD. Zaznaczam od razu: nie diagnozuję nikogo i nie jest to moja rola. Rozpoznanie należy do specjalisty. Interesuje mnie coś innego: jak konkretny sposób działania właściciela przekłada się na strukturę, tempo i wyniki firmy.

Co daje przewagę

Bądźmy uczciwi: w budowaniu firmy od zera ten sposób funkcjonowania bywa ogromnym atutem.

Szybkie łączenie faktów. Odwaga w decyzjach, przed którymi inni się wahają. Zdolność do pracy w skupieniu tak głębokim, że robi się w jedną noc rzecz zaplanowaną na miesiąc. Do tego energia, która porywa ludzi — a w pierwszych latach firma jedzie właśnie na tym.

Dlatego wielu właścicieli, o których mowa, ma za sobą start szybszy niż konkurencja.

Co staje się kosztem

Problem zaczyna się w momencie, w którym firma potrzebuje powtarzalności zamiast zrywów.

Rzeczy nudne, ale krytyczne — dokumentowanie, rozliczanie, domykanie tematów — nie dostają uwagi. Wielu pomysłów nikt nie zamyka, bo w międzyczasie pojawił się kolejny. Zespół dostaje w poniedziałek priorytet, który w środę już nie obowiązuje, i po kilku takich cyklach przestaje traktować priorytety poważnie.

Najgorsze jest to, że sam właściciel widzi tylko efekt: „mam świetny pomysł, a ludzie tego nie dowożą". A z drugiej strony zespół widzi: „nie ma sensu zaczynać, i tak za tydzień będzie coś nowego".

Co realnie pomaga

Z mojej praktyki wynika jedna rzecz: nie próbuj zmieniać swojego sposobu myślenia. Zbuduj wokół niego konstrukcję.

Po pierwsze, ktoś obok Ciebie musi mieć rolę domykania. Nie asystent do zadań — osoba, która zamienia Twoje pomysły w plan z terminami i pilnuje ich do końca. To najważniejsza rekrutacja w takiej firmie.

Po drugie, potrzebujesz jednego miejsca na pomysły, do którego trafiają wszystkie, i stałego momentu w miesiącu, w którym decydujecie, co z nich wchodzi. Pomysł zapisany przestaje krążyć po głowie i przestaje wpadać ludziom w środek tygodnia.

Po trzecie, zasada, którą wprowadzam najczęściej: nic nowego nie wchodzi, dopóki nie zostanie domknięta jedna rzecz w toku. Twarda, niewygodna i skuteczna.

Po czwarte, rytm zarządczy — stałe, krótkie spotkanie w tym samym dniu i o tej samej godzinie. Nie po to, żeby kontrolować ludzi, tylko żeby firma miała puls niezależny od tego, jak Ty się danego dnia czujesz.

Sedno

Nie chodzi o to, żeby przestać być sobą. Chodzi o to, żeby firma przestała zależeć od tego, w jakim trybie akurat jesteś.

Twoja energia ma rozpalać. Struktura ma to utrzymać, kiedy energia siada. Bez tej drugiej części nawet najlepszy właściciel zostaje więźniem własnej operacji.

Chcesz sprawdzić, jak to wygląda u Ciebie?

Diagnoza wąskiego gardła pokazuje, co dokładnie w Twojej firmie przechodzi przez Ciebie — i od czego zacząć.

Poznaj diagnozę →
← Wszystkie artykuły